Krótkie przedstawienie specjalisty i założyciela odNOVA.
Początek
Śląsk.
Często mówię, że wychowała mnie grupa kobiet zwanych bibliotekarkami. Moja mama była jedną z nich. Dużą część dzieciństwa spędziłem w bibliotece, w której pracowała — na Śląsku, gdzie obok kopalń i hut miałem swój świat regałów z książkami. Najważniejsza była literatura, choć książki o biologii, ludzkim ciele i medycynie też pozostawały w zasięgu ręki.
Mój ojciec był stolarzem i miał nadzieję, że zostanę elektrykiem. Był to całkiem rozsądny plan, dopóki nie uwzględniło się w nim mnie. Mama widziała nas w wojsku: mojego brata w lotnictwie, mnie w marynarce wojennej. Mnie tymczasem interesowały język, literatura i idee. Trudno było wówczas przewidzieć, że po filologii polskiej wrócę na uniwersytet, żeby studiować farmację.
Studiowałem filologię polską na dwóch specjalizacjach: nauczycielskiej oraz komunikacji społecznej i public relations. Studia nauczyły mnie uważnego czytania, kwestionowania interpretacji i dostrzegania zarówno tego, co powiedziane wprost, jak i tego, co pozostaje między wierszami. Nie wiedziałem jeszcze, czym chcę się zajmować w życiu. Praca nauczyciela wydawała mi się najbezpieczniejszym wyborem, a przy tym miała w sobie coś, co naprawdę lubiłem: uczenie innych i przekazywanie wiedzy. Nie przypuszczałem wtedy, jak daleko od tego planu zaprowadzą mnie kolejne decyzje.
Zmiana kierunku
Inny kierunek
Ukończenie pierwszych studiów nie dało mi ostatecznej odpowiedzi na pytanie, czego chcę od życia. Ceniłem to, co dała mi filologia, ale zacząłem szukać dla siebie innej drogi. Biologia i medycyna przestawały być tylko tematami, o których lubiłem czytać. Chciałem je lepiej zrozumieć i wykorzystać tę wiedzę w pracy.
Po przeprowadzce do Wielkiej Brytanii wróciłem na uniwersytet — tym razem na farmację. Po latach zajmowania się literaturą przyszła kolej na chemię, fizjologię, farmakologię i praktykę kliniczną. Z wcześniejszych studiów zostało mi jednak coś przydatnego: przywiązanie do precyzji i nawyk szukania kontekstu. W literaturze jedno słowo potrafi zmienić sens zdania. W farmacji jedna dawka może zmienić życie.
Na farmacji czułem się na swoim miejscu. Studiowanie przypominało mi rozwijanie własnej pasji. Po powrocie do domu sięgałem po książki o farmacji i farmakologii tak, jak wcześniej po powieść — z ciekawości i dla przyjemności. Nie musiałem się do tego zmuszać. Farmakologia miała dla mnie w sobie coś z wiedzy tajemnej: za substancjami i miksturami, które dotąd kojarzyły mi się trochę z czarami, odkrywałem konkretne mechanizmy. Im więcej rozumiałem, tym więcej chciałem wiedzieć.
Uzyskałem tytuł magistra farmacji (Master of Pharmacy), a później kwalifikacje Pharmacist Independent Prescriber, uprawniające do samodzielnego przepisywania leków. Radość ze zdobywania wiedzy szła w parze z poczuciem, że znalazłem swoje miejsce w ochronie zdrowia.
W bezpośrednim kontakcie z pacjentami ta wiedza nabierała osobistego wymiaru. Mogłem pomóc komuś zrozumieć leczenie, porozmawiać o codziennych nawykach i wesprzeć go w podejmowaniu decyzji dotyczących zdrowia. Lubiłem uczyć i przekazywać wiedzę — teraz mogłem robić to w sposób, którego na studiach filologicznych jeszcze nie przewidywałem.
Medycyna estetyczna
Od farmacji do medycyny estetycznej
Z medycyną estetyczną zetknąłem się po raz pierwszy jako pacjent. Zawsze dbałem o siebie. Byłem i jestem przekonany, że ludziom, którzy dobrze wyglądają, żyje się łatwiej.
Ciekawość skóry towarzyszyła mi już na studiach. Moich kolegów przyciągały inne dziedziny medycyny, takie jak kardiologia czy onkologia. Do mnie przemawiała dermatologia. Do dziś mam poczucie, że w programie studiów farmaceutycznych poświęcono jej najmniej miejsca. Dlatego po powrocie do domu sięgałem po książki i samodzielnie zgłębiałem temat.
Z czasem te zainteresowania zaczęły się ze sobą łączyć. Jako pacjent miałem własne oczekiwania wobec zabiegu; jako farmaceuta rozumiałem, co się stosuje, jak to działa i od czego zależy rezultat. Interesował mnie zarówno widoczny efekt, jak i wszystko, co do niego prowadziło.
Nie chciałem prowadzić własnej praktyki w medycynie estetycznej po serii krótkich kursów. Zależało mi na solidnych podstawach akademickich i szerszym zrozumieniu tej dziedziny, dlatego podjąłem studia magisterskie z medycyny kosmetycznej i estetycznej. To był strzał w dziesiątkę. Niezależnie od tego, jaki temat omawialiśmy, byłem nim zainteresowany. Z pewnym zdziwieniem odkrywałem też, jak wiele już wiem dzięki samodzielnej nauce w domu.
Jednocześnie coraz wyraźniej widziałem, że poznawanie anatomii twarzy, procesów starzenia i zabiegów wymaga pogłębiania wiedzy o samej skórze. Dlatego chciałem pójść dalej w tym kierunku — bo przecież trzy tytuły magistra to za mało.
Na studiach z medycyny kosmetycznej byłem jednym z najlepszych studentów. Otrzymałem stypendium za wyniki w nauce, które umożliwiło mi dalsze kształcenie w zakresie dermatologii w praktyce klinicznej. Przede mną były więc kolejne lata nauki.
Ukończyłem już etap podyplomowy tego programu (PGDip Dermatology in Clinical Practice) i kontynuuję go na poziomie magisterskim. Planuję ukończyć studia w marcu 2027 roku — z czwartym tytułem magistra. Obiecuję sobie, że to już ostatni.
Początki
Dlaczego stworzyłem
Stworzyłem odNOVA, bo chciałem pracować po swojemu. Chciałem skupić się na tym, na czym znam się najlepiej, udzielać szczerych porad i mieć czas na spokojne podejmowanie decyzji. Zależało mi na swobodzie zalecania zabiegów dlatego, że mają sens dla konkretnej osoby. Bez presji realizowania celów sprzedażowych.
Gabinet budowałem jeszcze w trakcie studiów. odNOVA rozwijała się razem ze mną, ale pierwotny zamiar pozostawał ten sam: stworzyć miejsce, w którym pacjent może czuć się swobodnie, mówić otwarcie i mieć zaufanie do osoby, której powierza opiekę.
Wykształcenie i szkolenia
Wykształcenie i szkolenia kliniczne
Wykształcenie uniwersyteckie uzupełniam zaawansowanymi szkoleniami praktycznymi z anatomii twarzy, medycyny estetycznej i postępowania w razie powikłań. Na Uniwersytecie w Glasgow uczestniczyłem w szkoleniu z anatomii twarzy z preparowaniem tkanek na zwłokach. Poznawałem w ten sposób struktury twarzy bezpośrednio, a nie tylko na schematach i w podręcznikach.
Wykształcenie i kwalifikacje
Wybierz kwalifikację, aby dowiedzieć się, co oznacza w praktyce
Wykształcenie podyplomowe stanowiące akademicką i kliniczną podstawę praktyki w medycynie estetycznej. Program obejmował anatomię twarzy, właściwości i zastosowanie preparatów, ocenę pacjenta, planowanie zabiegów, krytyczną analizę dowodów naukowych, etykę oraz rozpoznawanie powikłań i postępowanie w razie ich wystąpienia.
Ukończone studia podyplomowe z dermatologii w praktyce klinicznej; kontynuacja tego samego programu na poziomie magisterskim. Wiedza dermatologiczna wspiera ocenę problemów skórnych, kwalifikację do zabiegów oraz rozpoznawanie sytuacji wymagających odroczenia zabiegu lub innej formy opieki.
Kwalifikacje uprawniające do samodzielnego przepisywania leków w granicach kompetencji zawodowych. Ich zastosowanie w medycynie estetycznej obejmuje analizę historii medycznej i przyjmowanych leków, ocenę zasadności zabiegu oraz omówienie alternatywnych możliwości postępowania i ryzyka.
Wykształcenie obejmujące wiedzę o działaniu leków, ich interakcjach i działaniach niepożądanych. Stanowi podstawę oceny bezpieczeństwa farmakoterapii oraz zabiegów wymagających zastosowania leków, z uwzględnieniem historii medycznej pacjenta i przyjmowanych preparatów.
Ukończone szkolenie w zakresie bezpiecznego pobierania krwi. Zdobyte umiejętności znajdują zastosowanie w przygotowaniu do zabiegów wykorzystujących składniki własnej krwi pacjenta, w tym PRP i PRF. Pobranie krwi stanowi integralny etap tych procedur.
Ukończone studia magisterskie na dwóch specjalizacjach: nauczycielskiej oraz komunikacji społecznej i public relations. Wykształcenie obejmujące kompetencje językowe, dydaktyczne i komunikacyjne, wykorzystywane w edukacji pacjentów oraz jasnym przedstawianiu informacji o zabiegach, ich możliwościach i ograniczeniach.
Praktyczne szkolenie na Uniwersytecie w Glasgow, prowadzone przez Dalviego Humzaha, specjalistę chirurgii plastycznej, rekonstrukcyjnej i estetycznej. Preparowanie tkanek umożliwiało bezpośrednie poznawanie struktur anatomicznych twarzy i ich wzajemnych relacji, uzupełniając wiedzę teoretyczną.
Poza gabinetem
Poza gabinetem
Poza pracą dzielę czas między grę na pianinie, rośliny i CrossFit. W domu towarzyszą mi dwa koty, które najwyraźniej uważają, że wszystko wymaga ich nadzoru. Ujeżdżenie to wcześniejszy, choć wciąż ważny rozdział mojego życia.
Pięć zainteresowań · po kolei
01
Pianino
Nauka gry na pianinie była moim marzeniem z dzieciństwa. Wróciłem do niego prawie trzydzieści lat później, kiedy wreszcie miałem czas i środki, by je spełnić. Gra sprawiała mi tyle przyjemności, ile sobie wyobrażałem. Wciąż się uczę i dobrze wiem, jak wiele jeszcze przede mną.
02
Rośliny
Mój dom jest pełen roślin — mam ich blisko sto, zależnie od tego, jak uczciwie liczę nowe sadzonki i ukorzeniane pędy. Zaczęło się niewinnie, ale z czasem zainteresowanie przerodziło się w pasję. Lubię poznawać różne gatunki i odkrywać, jakich warunków potrzebują, żeby dobrze rosnąć, a nie tylko przetrwać. Potrafię spędzić nierozsądnie dużo czasu na ustawianiu oświetlenia, sprawdzaniu korzeni albo przestawianiu tej samej rośliny z miejsca na miejsce, bo coś mi jeszcze nie pasuje. Niektórzy nazwaliby to przesadą. Prawdopodobnie mieliby rację.
03
CrossFit
CrossFit pozwala mi odpocząć od myślenia — choć trudno nazwać go odpoczynkiem. Lubię dyscyplinę, wyzwanie i to, że wymaga pełnego skupienia. Przypomina mi też, że nie we wszystkim mogę być bardzo dobry.
04
Ujeżdżenie
Przez kilka lat ujeżdżenie nie było częścią mojego życia. Było moim życiem. Przyciągało mnie połączenie techniki, piękna ruchu i równowagi, ale również obcowanie z końmi — przepięknymi i niezwykle inteligentnymi zwierzętami.
Pamiętam zawody, radość z wygranych i łzy po przegranych. Ale pamiętam też codzienne treningi. Trzysta sześćdziesiąt pięć dni w roku. W święta, w Nowy Rok — bez wyjątku.
Dziś już nie jeżdżę konno, ale tamten czas znaczył dla mnie zbyt wiele, żeby sprowadzić go do hobby, którego kiedyś spróbowałem.
05
Dom
Dzielę dom z Neelą, kotką tonkijską, i Moką, maine coonem. Był z nami również Ivo, kot abisyński, którego niestety straciliśmy. Kocham koty za ich indywidualność. Żadnego innego zwierzęcia nie rozumiem tak instynktownie.
Rzadko interesuję się czymś tylko przelotnie. Gdy coś staje się dla mnie ważne, zwykle angażuję się w to na poważnie.